Siostro ! basen
[caption id="attachment_720" align="alignright" width="140"]
Dno ... totalne dno[/caption]Zanim przyjdzie wiosna, a z nią poważniejsze wyzwania, w czasie kiedy większość normalnych ludzi baluje, my ćwiczymy sobie co tydzień na basenie. Rzecz wydawała się na początku niemożliwa do załatwienia, lecz nie doceniliśmy talentów organizacyjnych i osobistego wdzięku naszego prezesa... w końcu się udało, więc pod okiem Wioli oraz Łukasza doskonalimy umiejętność eskimoski z wiosłem i bez wiosła, co może przydać się w praktyce. Czasem wychodzi, czasem wychodzi lepiej, czasem lepiej nie mówić ... i właśnie po to ten basen. Inna sprawa, że zawsze jest okazja spędzić kilka chwil w odmienny sposób, nie tylko te jazy i zwałki, każdy potrzebuje wytchnienia. Jedynym minusem jest konieczność odkażania kajaków przed każdą wizytą na basenie, cóż, dura lex- sed lex.
Morsy rozpoczęły sezon
Już tradycją stało się wśród tomaszowskich morsów, że w ostatnią niedzielę października rozpoczynają sezon.
W niedzielę, 28 października 2012 roku, sekcja Morsów działająca przy tomaszowskim Klubie Sportowym „Amber” rozpoczęła morsowanie. Na inaugurację zaproszony został zespół ludowy „Sami Swoi” z Twardej. W takt muzyki ludowej przeprowadzona została rozgrzewka.
Sprzątanie rzeki i zakończenie sezonu morsów
Jak polowanie od świniobicia …
Tak różni się pływanie zimowe od letniego. W celu potwierdzenia tej tezy, a także zatarcia złej famy wywołanej przez wybryki trudnej młodzieży, rada starszych klubu wybrała się w ostatnią sobotę na spokojną wycieczkę Wolbórką. Rozpoczęliśmy od mostu w Łaknarzu, na granicy zaprzyjaźnionych od lat gmin Wolbórz i Będków. Wycieczka oczywiście wymyślona z dnia na dzień, więc najlepsza z możliwych. Droga na miejsce startu upłynęła bez większych niespodzianek, pomijając odkrycie nowej funkcjonalności w samochodzie - podczas wjeżdzania w głębsze kałuże zaczynał trąbić automatycznie, warto rzecz opatentować. Sam start również udany, okazało się jedynie, że liczba fartuchów nie do końca pokrywa się z liczbą uczestników, ale nastąpiło cudowne rozmnożenie i w efekcie zabrakło tylko jednego. Fakt w skutki brzemienny, ale o tym później.
{mosmap address='Łaknarz, Poland'|width='600'|height='400'|mapType='Map'|showMaptype='0'|zoom='10'|zoomType='Large'|zoomNew='1'|showMaptype='0'|overview='1'|text='Miejsce: Łaknarz - Zawada Rzeka: Wolbórka
Obecni: Andrzej, Darek, Krzysiek, Karol, Marcin, Radek
Czas: styczeń 2011'|marker='1'|align='center'}
Buszujący w zbożu
Buszujący w zbożu- opowieść rodzynka o zdobywaniu rzeki widmo. [caption id="attachment_1173" align="alignright"]
Rodzynka na Słomiance[/caption]
Na samym początku, słowem wstępu chciałabym zapewnić wszystkich, że Słomianka (bo o tejże mowa) istnieje, wije się malowniczo a od czasu do czasu nawet płynie w niej woda! Woda, no właśnie...bo wszystko zaczęło się od tego, że Panowie bardzo chcąc zmierzyć się z legendą tej rzeki postanowili lekko zaostrzyć jej wizerunek dodając trochę...wody ze stawu. Jak wymyślili, tak powiedzieli, jak powiedzieli, tak w końcu zrobili i w niedzielny poranek 19 października padło wyczekiwane „Atakujemy Słomiankę!”.
Zebraliśmy wozy bojowe, amunicję i ruszyliśmy. Przejeżdżamy jeden las, pole, drugi las, znowu pole, sklep, kościół po drodze mijamy. Ludzie jakby nigdy nic, odświętnie ubrani, podążają na poranną mszę i nawet do głowy im nie przyjdzie, że dziś jest ten dzień! Wysiadka na moście. Wyskakujemy, rozglądamy się, pół na pół, ciekawość miesza się z trwogą, bo nie wiadomo co czai się poniżej, wychylamy się, a tam...Patrzymy w lewo, rzeka ginie gdzieś za zakrętem, patrzymy w prawo, nurt na wcześniejszym zakręcie szarpie jak szalony, tylko jakoś tak...wody mu brak. Więc co robimy? Czekamy na tę wielką falę, czekamy, czekamy...aż tu nagle coś się zmienia, jak nie pójdzie waha w górę, jak nie podskoczy! Do wioseł ruszyliśmy, bo okazja może się już nie powtórzyć, bo zdecydowanie lepiej płynąć niż kajak ciągnąć.
„Hańcza w rymach”
Nad Czarną Hańczę długo się jechało, 
przez szum i ciasnotę spać się nie dało,
z nudów więc butelki się opróżniało.
Prezes nasz w busie honorowe miejsce zajął,
niestety o gorzałce zapominając.
Prezesowa zaś swą poduszkę napompowała
i całą noc jak niemowlę przespała.
Wszyscy pasażerowie cichutko byli,
ale niech to nikogo nie zmyli,
bo skrycie o cudownej beczułce Grzesia śnili.
A gdy w końcu na miejsce przybyli,
do degustacji trunku Prezesa przystąpili.
Biesy i Czady
Przechadzając się po solińskim bazarku, pełnym mniejszych i większych aniołków, dusiołków, dzwoneczków, kubeczków, etc., udało mi się dostrzec kolorową okładkę książki Andrzeja Potockiego o intrygującym tytule „Księga legend i opowieści bieszczadzkich.” Oczywiście, jako, że przyjęłam wówczas funkcję przeciętnego, zamulonego turysty, zakupiłam drewniane i metalowe cacuszka dla rodzinki, pomijając inspirujący tytuł, który nie dawał mi jednak spokoju. Po powrocie do domu postanowiłam dotrzeć chociażby do fragmentów lektury. Tym sposobem odkryłam szokującą i niemalże druzgocącą ciekawostkę. Otóż, według legend i podań W BIESZCZADACH NIE MA ANIOŁÓW! Znając życie, to wszyscy coś wiedzieli i nikt mi nie powiedział…
Walne Zebranie
Regulamin

Zasady korzystania z kąpieli zimnowodnych
„MORSOWANIA”
organizowanych przez:
Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Klub Sportowy " AMBER "
Tomaszowskie morsy w oku kamery termowizyjnej
Podczas zakończenia sezonu morsowań 2012/2013 Amberowskie morsy wykazywały swoją aktywność przed obliczem oka kamery termowizyjnej.
Na poczatek, czym jest termowizja? To technika pozwalająca na obserwacje obiektów przy pomocy specjalnej kamery rejestrującej promieniowanie podczerwone (promieniowanie cieplne) czyli takie które nie jest widoczne ludzkim okiem a które emitują wszystkie obiekty o temperaturze powyżej zera bezwzględnego. Obraz tego promieniowania jest zapisywany w postaci kolorowych punktów (pikseli) których każda barwa odpowiada określonej temperaturze. Na naszych zdjęciach czym kolor jest jaśniejszy tym obiekt jest cieplejszy. Barwy ciemne obrazują niskie temperatury.
I właśnie taką technikę postanowiliśmy wykorzystać, aby pokazać jak zimna woda wpływa na nasz organizm. Podczas zakończenia sezonu morsowań w dniu 1 kwietnia 2013 wykonano morsom zdjęcia po rozgrzewce, przed morsowaniem oraz chwilę po wyjściu z wody.
A Rawka wody niesie, etc.
Wigilia klubowa
Gardęga dla Zuchwałych
Na wojnie wygrywa ten kto popełnia najmniej błędów, takim komentarzem kończył się krótki artykuł na temat ubiegłorocznej, naszej wyprawy na rzekę Gardęgę. Ktoś kiedyś napisał, że Gardęga jest jak kubeł zimnej wody wylany na głowę kajakarza, na przebudzenie po zimowym śnie. Przebudzenie jest to gwałtowne, bo kto się nie obudzi, ten legnie pod pierwszym drzewem, które natura rzuciła mu pod kajak. Spływ tą rzeka w wersji ekstremalnej na trasie Szembruk-Rogóźno Zamek (9,7 km) to raczej szaleństwo niż spływ. Pokonanie tego odcinka zajęło w tym roku naszej 5-osobowej ekipie 4,5 godziny, z krótkim postojem i robieniem wielu fotek i filmów. Czas o wiele lepszy i wynik Amber - Gardęga też lepszy niż w ubiegłym roku, ale czy jest sens się tam sprawdzać, to tak naprawdę nie wiem. Gardęga oceniana jest jako najszybsza rzeka na całym Pomorzu.


































