Zaraz wracam
Zaraz wracam
Zaraz wracam
Sezon wakacyjny 2010 to już historia, ale trzeba przyznać, że historia bardzo ciekawa. Jak to zwykle latem bywa, nad wodą i na wodzie trochę się dzieje, i na brak pracy nie można narzekać. Letni czas zachęca do korzystania z atrakcji turystycznych, a kajakowanie cieszy się szczególnym zainteresowaniem, także nuda nam nie groziła, tym bardziej, że w tym roku wakacyjna aura przyciągnęła nad piękną Pilicę naprawdę wielu turystów. Oprócz grup typowo komercyjnych, tomaszowską Przystań odwiedzili jej stali już goście, m.in. Stowarzyszenie Osób Niewidomych i Niedowidzących. Tym razem dotarliśmy wspólnie aż do Tomczyc, i powoli, aczkolwiek sukcesywnie zbliżamy się do Wisły. Być może cel ten osiągniemy w przyszłym roku, bowiem od miejscowości Tomczyce do ujścia jest już tylko ok. 68 km., a grupa jest niezwykle ambitna i nigdy nie szczędzi sił przy wiosłach.
Wakacyjne podróże szlakiem Pilicy zamknął natomiast XIII Rajd Integracyjny „U modrych wód”, który również wpisany jest już w kalendarium naszych spływów. Należy zaznaczyć, że wśród harcerzy i osób niepełnosprawnych, spływ przestaje być zwykłą turystyczną rozrywką, a staje się prawdziwą przygodą, pełną radości i zachwytu nad pięknem, jakie niesie za sobą uprawianie sportu i rekreacji. Warto również wspomnieć, że tego lata mięliśmy okazję gościć na Pilicy uczestników Międzynarodowych III Igrzysk Luterańskiej Organizacji Sportowej w RP, z udziałem ekip z Czech, Estonii, Łotwy, Rosji i Polski. W ciągu tego pięknego, acz intensywnego, letniego okresu, udało nam się wygospodarować czas na wakacyjny odpoczynek, po części nawet we wspólnym gronie. Ciekawa sprawa, że duża część ekipy przystaniowej, w środku sezonu postanowiła, w jednym czasie, wyjechać na, za przeproszeniem, wczasy. Mało tego, że w jednym terminie, to jeszcze w te same okolice, jakby mało miejsca w naszym kraju było na spędzenie urlopu. No, ale wiadomo, że kajakarzy ciągnie do wody, a im więcej wody, tym lepiej, więc wszyscy ruszyli na północ, nad Bałtyk. Przy takim układzie, chyba nie sposób na siebie nie wpaść…
Jakież to miłe uczucie, gdzieś na końcu Polski dostrzec znajomą klubową koszulkę, nałożoną, co ważniejsze, na przyjaciół znad rodzimej Pilicy. Równie fascynujące uczucia i niewymowny dreszcz emocji wzbudza widok kajaka, którego zobaczyć na nadmorskich plażach raczej się człowiek nie spodziewa, no, ale jeśli ktoś jest łaskawie skazany przez los na wiosłowanie, to dopadnie go to zawsze i wszędzie. Inni rasowi kajakarze muszą niestety wozić kajaki sami. Oczywiście, przy tak zacnie nadarzającej się okazji, należy wspólnie przetestować kajaczek na nieznanej wodzie. Tak więc, ku wielkiemu zaskoczeniu wodniaków z półwyspu, wykorzystujących jedynie jednostki pływające, poruszające się za pomocą siły wiatru, trzeba było ruszyć przez kemping, nad morze, z łodzią (masakra jakaś) bez żagla. Cóż to było za przeżycie… wielka woda, kajak, wiatr, i fale, z którymi chciałoby się bawić się bez końca. Ciężko nawet stwierdzić, kto tu, z kim się baraszkował, bo można było odnieść wrażenie, że to nie my bawimy się na falach, ale to właśnie woda i wiatr bawią się nami i naszą malutką łódeczką, delikatnie, ale stanowczo rzucając ją, to w stronę brzegu, to w boki, na falochrony, to wciągając lekko w stronę pełnego morza. Należy zaznaczyć, że przy zachowaniu odrobiny rozsądku jest to naprawdę bardzo bezpieczne i niegroźne pływanie. Woda zdaje się wiedzieć, z kim ma do czynienia, i tym, którzy ją kochają i respektują odwdzięcza się tym samym.
W ten oto sposób odkryliśmy nową dyscyplinę kajakarstwa – SURF-KAJAK, pokochaliśmy ją od razu, i do szaleństwa!!! Zaistniała więc poważna alternatywa do spływów po górskich rzekach, bowiem u nas w klubie jest przecież wielkie parcie na „coś nowego”.
Właśnie, jakby mało było nam wspólnego towarzystwa w sezonie letnim, od kilku już lat organizujemy wspólny sierpniowy „wypoczynek” pod hasłem Rodzinny Spływ Kajakowy. Tym razem doliczyliśmy się już VII edycji tego spływu, podczas której, w ciągu 3 dni pokonaliśmy odcinek od Nowego Miasta do ujścia Pilicy do Wisły, a nawet jeszcze dalej, bo Wisłą do Czerska, skąd tylko jakieś 470 km. z powrotem do morza… chachachacha. W sumie przepłynęliśmy prawie 90 km, co rozkładając w czasie tych 3 dni, jest naprawdę dość dobrym wynikiem.
Po wakacyjnych wojażach pozostaje nam tradycyjnie czekać z utęsknieniem na Ogólnopolski Spływ Kajakowy – „Pilica zachwyca”, gdzie mamy nadzieję spotkać naszych przyjaciół z różnych stron Polski i wspólnie z nimi zakończyć ten sezon pełen wrażeń.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.