Galeria zdjęć Czarnej Malenieckiej

Czarna, ale biała
Czarna, ale biała
Mimo, iż zima w tym roku porządnie dała się we znaki, to jednak przykro się zrobiło kiedy na przełomie lutego i marca dotarło do nas, że sezon jesień – zima 2010 powoli dobiega końca, a na następne śnieżne eskapady przyjdzie nam czekać …długo. W związku z powyższym postanowiliśmy uczcić zbliżający się kres zimy. Dokonaliśmy tego w dwóch odsłonach, na zaprzyjaźnionych wodach rzeki Czarnej Malenieckiej.
Odsłona pierwsza – 27.02.2010, odcinek Kołoniec – Siucice.
Matka natura przejrzała nasze plany rozstania się z białą, mroźną porą roku i zaskoczyła nas piękną aurą, jakiej nie pamiętaliśmy (uuu…) od jakichś ładnych kilku miesięcy. Mało tego, dostaliśmy również w gratisie całe mnóstwo wody, która jeszcze chwilę wcześniej była śniegiem lub lodem i wówczas spływała dosłownie zewsząd. Dla nas to niezwykle ważne, bo przecież zachodzi pewna ważna zależność między stanem wody a możliwością skakania z jazów… a były, były, 3 takie niczego sobie i jeden jakiś taki bidny, można by powiedzieć, że było tego 3 i pół jaza.
Zupełnie inne klimaty towarzyszyły odsłonie drugiej – 06.03.2010, Czarna od źródeł (od Stąporkowa)
Oczywiście, całkiem inna rzeka …i pogoda – czyli lekki mrozek i kupa śniegu  – totalny hard core …i ta dzicz jaką zaznać można tylko blisko źródeł rzeki. Zwałka na zwałce dosłownie, w sumie to więcej zwałek niż wody. Nasz wynik mówi sam za siebie – 5 kilometrów w 3 godziny – rekord świata i okolic. Już na pierwszym kilometrze pozostawiliśmy wszelkie złudzenia, że będzie inaczej, umordowaliśmy się przeokropnie na tych zwalonych drzewach, ale nikt nie mówi, że tego nie lubimy… wręcz przeciwnie.
Mimo wszystko, największe zaskoczenie czekało nas na mecie …do której niezwykle trudno było się dostać. Przed zastawką, przy której zamierzaliśmy skończyć spływ, rzeka rozlała się w małe jeziorko… skute lodem. Im bliżej zastawki – mety, tym grubszy lód. Płynąć – ani w jedną, ani w drugą, wyjść strach, skruszyć gruby lód – nie realne, dopełznąć na tzw. żmijkę – za daleko, dosłownie masakra jakaś! Mogliśmy czekać do roztopów bądź zaryzykować. Osobiście cieszę się, że postanowiliśmy to drugie. Sekcja logistyczna, w osobie pana Henia, jak zwykle niezawodna !

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.